Jedna jaskółka wiosny nie czyni

Czy dołączenie projektantki treści do zespołu coś zmienia?

Zdawać by się mogło, że jedna osoba nie jest w stanie nic zmienić. Potrzebny jest tłum, żeby wywrzeć wpływ. Tylko wtedy nas słychać, gdy razem skandujemy to samo hasło. Ja jednak wierzę, że pojedyncza osoba może zdziałać równie dużo. Zainspirować innych tym, co robi i osiąga. Stać się przykładem do naśladowania. Nakłonić do refleksji. A nawet zmienić dotychczasowe procesy i przyzwyczajenia. Na potwierdzenie tego wszystkiego chciałabym podzielić się swoją historią. Pokazać, że wbrew temu, co mówi przysłowie, jedna jaskółka może uczynić wiosnę.

Początek

To był ciepły, majowy dzień, gdy dołączyłam do nowego zespołu. Na drzewach można było zobaczyć już pierwsze pączki. Dookoła robiło się coraz zieleniej. Przyroda budziła się do życia, a ja przygotowywałam się na nowe wyzwania. Wiele miało się zmienić. Nowy produkt, nowe środowisko pracy, nowe wszystko.

Wiedziałam, że ta sytuacja będzie ekscytująca nie tylko dla mnie. Zdawałam sobie sprawę z tego, że dla mojego nowego zespołu będzie to również wielkie przeżycie. Miałam być pierwszą projektantką treści na stałe przypisaną do produktu. W całości odpowiedzialną za komunikację między produktem a użytkownikiem. Wsparciem głównie dla projektantów, ale domyślałam się, że inni po cichu też liczą na moją pomoc. W końcu pisanie wcale nie jest tak łatwe, jak mogłoby się wydawać.

Co zastałam

Po kilku dniach emocje opadły i zaczęła się prawdziwa praca. W międzyczasie odkryłam, kto zajmował się pisaniem treści zanim dołączyłam do zespołu. Byli to w głównej mierze projektanci. Czasami kierownik projektu dorzucał swoje trzy grosze. Nieraz też odpowiedzialność za teksty spływała na programistów. Zależało to głównie od tego na jakim etapie był projekt.

Jeśli fragment interfejsu był dopiero w fazie projektowania, to treści były tworzone wraz z makietą. Powstawały na zasadzie wypełniacza. Kluczowe było to, jak wygląda projekt, jak użytkownik będzie wchodził z nim w interakcję. Słowa pojawiały się później.

No to do roboty

Tak jak przypuszczałam, zostałam przywitana z wielkim entuzjazmem. Niektórzy byli zaciekawieni, czym tak naprawdę się zajmuję. Inni wiedzieli mniej więcej, za co będę odpowiedzialna. Niektórzy mieli już nawet sprecyzowane oczekiwania.

Na pierwsze spotkanie zostałam zaproszona jako wsparcie językowe. Taka osoba od słów, która miała pomóc w podjęciu decyzji, jak nazwać jeden z trybów istniejącej już funkcji. Wiedziałam, że to szansa, aby zrobić dobre wrażenie. Przekonać do siebie tych, którzy jeszcze wątpili, jak ktoś zajmujący się tworzeniem tekstów może się przydać. Wiedziałam, że to też dobra okazja, aby pokazać, że tu jestem i mogę pomóc. Spojrzeć na problem pod innym kątem.

Podczas spotkania udało mi się zaproponować kilka nazw dla nowych opcji. Żadna z tych nazw nie była ostatecznie tą, która została wdrożona. Moje propozycje stały się jednak pretekstem do dalszej pracy nad nimi. Stworzyłam dokument, w którym obok propozycji, argumentów za i przeciw, toczyła się też dyskusja. Ostateczną decyzję o tym, jakie nazwy będą według nas najlepsze, podjęliśmy już na spotkaniu podsumowującym.

Ta moja strategia zadziałała. Byłam coraz częściej zapraszana na kolejne spotkania, żeby wspomóc proces podejmowania decyzji. Zaczęłam się też sama na nie wpraszać, dopytywać innych, czy nie potrzebują pomocy. Byłam wszędzie. Może nawet czasami było mnie za dużo, ale działałam z misją. Wiedziałam, że jeśli schowam się za swoim biurkiem i po prostu będę pracować, to niewiele się zmieni. Nadal dużo rzeczy będzie mnie omijać, a ludzie będą myśleć, że muszą sami radzić sobie z tworzeniem treści.

Wartość dodana

Jedną rzeczą jest rozpoznawalność w firmie i uznanie za eksperta w swojej dziedzinie. Drugą, o wiele ważniejszą, jest umiejętność wytłumaczenia innym, że to, co robisz ma sens. Udoskonala produkt. Pomaga wyróżnić się w tłumie podobnych ofert. Trafić do określonej grupy odbiorców. I to w bardzo szybki sposób. Czasami wystarczy zmienić jedno słowo, aby zwiększyć zaangażowanie ze strony użytkowników.

W tym celu można sięgnąć po przykłady dostępne w Internecie. Chociażby po wystąpienie Maggie Stanphill z Google z konferencji Google I/O z 2017 roku. Maggie pokazała, że zmiana etykiety z Book a room (Zarezerwuj pokój) na Check availability (Sprawdź dostępność) zwiększyła zaangażowanie użytkowników o 17%.

0_UREDx-A30RhPjGhZ

Przykład zmiany komunikatu i wzrostu zaangażowania

Można też spróbować znaleźć podobny przykład w swoim produkcie. Będzie to wymagało więcej czasu, przygotowań i przeprowadzenia badań, ale będzie też bardziej wiarygodne dla współpracowników. Najlepiej zacząć od treści, które są problematyczne dla użytkowników. Sprawdzić, w których momentach użytkownik porzuca wykonywanie zadania, gdzie się zatrzymuje, gdzie klika w link do dokumentacji. To są miejsca, w których najprawdopodobniej można coś usprawnić.

Trzeba to przeprojektować

Jedną z sytuacji, która spotykała mnie najczęściej po dołączeniu do zespołu, była konieczność przeprojektowywania rozwiązań proponowanych przez projektantów. Wynikało to ze zbyt późnego angażowania mnie w proces, gdy projekt był już prawie gotowy.

Z czasem zaczęłam dołączać do projektów o wiele wcześniej. Dzięki temu mogłam też dbać o to, jak treści wyglądały w interfejsie. Bo co innego stworzyć coś na papierze lub w edytorze tekstu, a co innego zobaczyć, jak to, co napisałam, wygląda na ekranie. Sprawdzałam, czy treści nie są za długie, jak mogą wyglądać po przetłumaczeniu na różne języki, gdzie szyk zdania, konstrukcje gramatyczne, słownictwo mogą być zupełnie inne od tych w języku źródłowym.

Projektanci treści to skarb

Nie ma co ukrywać. Dołączenie osoby projektującej treści do zespołu zmienia zasadniczo wszystko. Z jednej strony zabiera z ludzi odpowiedzialność za tworzenie treści. Z drugiej, zwiększa świadomość językową wszystkich tych, których spotykasz na swojej drodze. Zauważasz, że osoby wokół Ciebie zaczynają zastanawiać się nad tym, jaki słowa mogą mieć wpływ na użytkownika, jak mogą być przez niego interpretowane. Zaczynają mieć swoje zdanie, co pozwala na prowadzenie dyskusji i szukanie najlepszych rozwiązań.

Mając osobę od treści pod ręką można usprawnić pracę całego zespołu. Taka osoba będzie przypominała wszystkim o tym, że projekt musi uwzględniać pewne warunki. Czy to te związane z doborem odpowiednich słów, czy ewentualnym tłumaczeniem. Będzie też wsparciem dla projektantów, szczególnie tych, którzy nie odnajdują się w tworzeniu treści, co przyspieszy realizację projektów. Dzięki takiej osobie będzie można również zadbać o strategię komunikacji z użytkownikiem, co umożliwi zwiększenie zaufania do produktu, wzrost zaangażowania użytkowników i najprawdopodobniej zmniejszenie liczby telefonów i wiadomości wysyłanych do działu obsługi klienta.

Projektanci treści, to wspaniałe osoby, które nie tylko poprawią współpracę w zespole, jako mistrzowie komunikacji, ale również pomogą stworzyć przemyślany produkt. To po prostu musi się udać.

Inspiracje

How words can make your product stand out

Google Design Podcasts

Material Design — Writing

Tytułowa ilustracja pochodzi ze strony icons8.com/ouch.